10 sty 2007

Zaproszenie na wykład dr Ewy Domańskiej





dr Ewa Domańska
Przeciw-historia jako ideologia ofiar
18.01.2007, godzina 17.00
Wrocław, ul. Szewska 36, s. 208


Strona internetowa dr Ewy Domańskiej

Uwaga! Spotkanie wyjątkowo odbędzie się w czwartek o zmienionej porze.

2 sty 2007

Od konkretu ku teatrowi


W listopadzie rozpoczął się drugi już sezon otwartych dla publiczności spotkań Wszechnicy Kulturoznawczej Cultura Culturans, organizowanych przez wrocławski oddział Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego. Odbywającym się w trakcie ubiegłego roku akademickiego prezentacjom i dyskusjom towarzyszyło hasło spojrzenia na kulturę przez konkret: powojenną pocztówkę, pudełko na guziki, dolnośląskie muzyczne festiwale, żydowską muzykę, gdańskie opowieści, włoskie podróże, rozmowy z politykami czy komunikację między poganami i chrześcijanami. Cykl ten zakończyło czerwcowe spotkanie z dr hab. Zbigniewem Paskiem z Instytutu Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Było ono poświęcone Obrazowi protestanckiej duchowości w pieśni religijnej.
Wybór pieśni jako owego konkretu, w którym dostrzec można wyraz ewangelickiej pobożności, znajduje swoje uzasadnienie w sposobie określenia przez Paska protestantyzmu. Będąc religią słowa jest on zarazem wiarą, która pochodzi ze słuchania. W tym kontekście skupienie się na analizie motywów i obrazów zawartych w tekstach, na języku pieśni zatem, a nie na ich melodii, wynikało nie tylko z kompetencji badacza, ale przede wszystkim ze świadomości wagi, jaką ma dla protestantów słuchanie słowa. Bez wątpienia pojawianie się nowych form protestanckiej duchowości znajduje swoje odzwierciedlenie w śpiewanych przez wspólnoty religijne tekstach. W kancjonałach obok psalmów pojawiają się więc z czasem pieśni, których autorzy wprowadzają nowe sposoby wyrażania treści wiary, a zarazem głębokiego osobistego zaangażowania. Szczególnie pobożność pietystyczna oraz idee nawrócenia, właściwe nurtowi ewangelikalnego przebudzenia sprzyjają nasyceniu tych tekstów niezwykle sugestywnymi alegoriami. Motywy krwi i imienia Chrystusa oraz chwały Boga opisał Pasek w wydanej ostatnio pracy „Topika zbawienia w polskich kancjonałach ewangelikalnego protestantyzmu”. Na wszechnicowym wykładzie zwrócił uwagę na metaforę serca jako duchowego wnętrza człowieka, życia jako duchowej pielgrzymki, a także walki i bojowania, które w obliczu reformacyjnego optymizmu i pewności zbawienia, wydają się stanowić przede wszystkim ekspresyjny wyraz odrzucenia zła. Wszystkie te obrazy, służące religijnemu nauczaniu i dawaniu świadectwa własnej wiary, zaskakująco bliskie okazują się zarazem temu, czemu sprzeciwiał się protestantyzm. W miarę jak opisywana w pieśniach rzeczywistość nabiera dosłowności, miejsce odrzuconej magii wizerunku zajmuje moc słowa, uobecniająca rzeczywistość zbawienia. Gdy poetyckość oddana zostaje w służbę ewangelizacji, a zarazem mistycyzm współistnieje z sensualizmem literackiego obrazowania, pytanie o konkret okazuje się nie lada wyzwaniem dla chrześcijańskiej ortodoksji.
Nowy cykl wykładów Wszechnicy Kulturoznawczej w centrum uwagi stawia teatralność, dramat, rytuał. Rozpoczął się spotkaniem z dr hab. Mirosławem Kocurem, teatrologiem z Instytutu Kulturoznawstwa naszego Uniwersytetu, zatytułowanym Źródła sztuki performera.
Tradycyjnie przyjmuje się, że teatr powstał na przełomie VI i V wieku przed naszą erą na obszarze dzisiejszej Grecji i Turcji. Tymczasem rodzaj ludzkiej aktywności określanej obecnie jako sztuka teatru pojawił się niezależnie od swych europejskich źródeł również w Chinach i Indiach. Jednak ani starożytni Grecy, ani też ludy Azji uprawianych przez siebie form artystycznych, czy też organizowanych widowisk nie nazywali teatrem - pojęcie to jest znacznie późniejsze. Podobnie rzecz się ma ze słowem „aktor”, które Kocur uznaje za jeszcze mniej adekwatne określenie działań artystów zarówno w przeszłości, jak i dziś. Bycie aktorem jest bowiem z istoty swej paradoksalne, „aktor to ktoś, kto jest sobą tyko wtedy, kiedy sobą nie jest, bo jest kimś Innym, postacią w dramacie”. Współcześnie na scenach coraz częściej pojawiają się osoby, które nie odgrywają ról postaci dramatu, lecz przekazują widzom doświadczenia swego własnego życia. Artyści tacy traktują występ jako rodzaj konfesji bądź próbę realizacji społecznej misji, a integralnymi elementami i walorami ich działań są „brudna mowa”, czyli nie poprawiona dykcja i „prywatne gesty”, pozbawione konkretnych odniesień. W tej sytuacji określenie „aktor” wydaje się mylące i Kocur proponuje zastąpić je „performerem”. Poprzedników dzisiejszych performerów odnajduje wśród uczestników rytualnych praktyk w prehistorycznych jaskiniach. Pozostający w transie szamani wydobywali ze skalnych form postacie zwierząt, pokrywając malowidłami ich ściany, powtarzając tym samym akt stwórczy Macierzy-Ziemi oraz przejmując tkwiącą w nich moc. Z kolei w antycznej Grecji źródłem sztuki performera byłby taniec, któremu służyć miały choćby Homerowskie heksametry. Wielu badaczy dowodzi przy tym, że poczucie rytmu, jakie nas cechuje, posiada swoją biologiczną determinacje. To, że człowiek przyjmuje postawę horyzontalną wymusza koordynację ruchów, której utrata oznacza upadek. Poruszający się organizm cały niejako „pulsuje rytmem”. Jak powiada Kocur „jesteśmy naturalnymi tancerzami”. Właśnie ten pierwotny, archaiczny taniec kultywują artyści na scenie, aż po czasy nam współczesne. Nikim innym jak właśnie performerami byli również średniowieczni rzemieślnicy wystawiający na ulicach miast inscenizacje przy okazji nadchodzących świąt. Nie odgrywali swych ról wcielając się po prostu w nowotestamentowe postacie, a raczej starali się podkreślać umowność całego wydarzenia, objaśniając i komentując poszczególne role, sceny oraz przebieg akcji. Misteria średniowieczne nie pozostawały wyłącznie sposobem wychwalania wspaniałości Boga, stanowiły bowiem także reklamę własnych usług i produktów wplataną w sceniczną narrację. Wreszcie performerem bez wątpienia jest sam Kocur, co wiąże się nie tylko z jego doświadczeniem i praktykowaniem teatru otwartego, ale i sposobem wykładania, łączącym erudycję, swobodę ekspresji, a nawet… reklamę wrocławskiego kulturoznawstwa.
Wśród zapowiadanych gości rozpoczętej właśnie edycji Wszechnicy Kulturoznawczej znajdą się w nadchodzącym roku prof. Ewa Domańska, prof. Anna Wieczorkiewicz, prof. Joanna Tokarska-Bakir oraz prof. Stefan Bednarek.

Izolda Topp i Jakub Fereński

4 gru 2006

„Dom, który jest zapisaną księgą”

Tytuł projektu: DOM

„Dom, który jest zapisaną księgą”
Tadeusz Nowak

Autorzy:
Andrzej Kramarz
Weronika Łodzińska – Duda

Człowiek staje się coraz bardziej mobilny, z łatwością zmienia miejsca zamieszkania np. w poszukiwaniu pracy, ale jednocześnie, gdziekolwiek się znajduje, ma potrzebę budowania „domu” odpowiadającego jego naturze. Autorzy projektu zafascynowani wieloznacznością i ważkością domu fotografują jego wnętrza, które naturalnie stają się opisem ich właścicieli.
Do swoich fotografii wybierają takie „domy”, które z jakiegoś powodu znajdują
się poza kręgiem zwyczajnie pojmowanego domu. Wiąże się to ze zjawiskami kulturowymi, sytuacją ekonomiczną, pozycją społeczną, życiowymi wyborami czy też wykonywaną pracą.

Projekt „Dom” fotografowany jest w cyklach (”1,62m² domu”, „ Biała izba”, „TIR”, „Samotnia”, „Hobbiści”) składających się z dwunastu zdjęć.

WYSTAWY POJEKTU „DOM”
Miesiąca Fotografii w Krakowie 2004
Transphotographiques Festival 2005 w Lille. Francja.
„1,62 m kw. domu” oraz „Biała izba”.Miesiąc Fotografii w Bratysławie. Słowacja
Yours Galery. Warszawa. 2006
ZAK Galery. Berlin. 2006

Udział w wystawach grupowych;
Epson Photo Art. Kolonia. Niemcy
„Teraz Polska” – Miesiąc Fotografii w Krakowie. 2005
- Galeria pf . Poznań
„Nowi Dokumentaliści” - CSW. Warszawa.2006
- Photomonth. Bratysława. 2006

NAGRODY za projekt "DOM":
Newsreportaż 2004/ Newsweek-Polska
FotoArtFestiwal 2005
Epson Photo Art Award
nominacja do „Paszportu Polityki” w kategorii sztuk wizualnych

Publikowany był m.in. w Pozytywie, Polityce, Magazynie Sztuki, IMAGO, Photonews, Fotografie.

O autorach projektu

Weronika Łodzińska – Duda. Historię sztuki i fotografię studiowała na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, Universite de la Sorbonne, oraz na Uniwersytecie Jagiellońskim, który ukończyła w 1999 roku. Jest dokumentalistą miejsc. Od dwóch lat pracuje z Andrzejem Kramarzem nad rozległym projektem „Dom”. Dokument ten został doceniony wieloma prestiżowymi nagrodami w kraju i zagranicą. Od 2002 roku jest kuratorem galerii sztuki współczesnej Camelot, organizatorem spotkań artystycznych oraz współzałożycielem Fundacji Imago Mundi.

Andrzej Kramarz (1964). Współtwórca grupy DRUT (Dębicka Rzesza Uprawiaczy Tfurczości) oraz założyciel zespołu muzyki improwizowanej Na Przykład, działających w latach 1985-1990. Fotograf-dokumentalista. Fotografią zajmuje się od wczesnych lat 1990. Współpracował z większością polskich tygodników. Od ponad 2 lat realizuje z Weroniką Lodzinska-Dudą projekt Dom. Laureat wielu konkursów, m.in. Epson Photo Art Award i Newsweek Polska. Członek grupy www.photodocument.pl oraz współzałożyciel Fundacji Imago Mundi, działającej na rzecz rozwoju fotografii. Student Instytutu Twórczej Fotografii w Opawie (Czechy).

30 lis 2006

Zaproszenie na spotkanie z Spotkanie z Andrzejem Kramarzem i Weroniką Łodzińską-Dudą



prof. Mirosław Kocur - Źródła sztuki performera

Zwykło się przyjmować, że teatr narodził się w Grecji na przełomie VI i V wieku przed Chrystusem (choć co do szczegółów owego zdarzenia trwają wciąż zażarte spory). Współczesne badania antropologiczne podważyły zasadniczo tę zbyt – mimo wszystko – optymistyczną hipotezę. Sztuka teatru, niezależnie od Grecji czy Rzymu, zakwitła również w Chinach i Indiach, choć nikt uprawianych tam praktyk artystycznych długo nie nazywał „teatrem”. Zresztą w V wieku przed Chrystusem Grecy także nie mówili o widowiskach Ajschylosa czy Sofoklesa – teatr. Ten termin narodził się później. Podobnie jak wyraz „aktor”. Szczególnie to ostatnie słowo wydaje się mało adekwatne do opisu działań współczesnych artystów teatru czy artystów wcześniejszych od antycznych Greków. Aktor to ktoś, kto jest sobą tylko wtedy, kiedy sobą nie jest, bo jest Innym, postacią w dramacie. Już ten paradoks sugeruje kłopoty z użytecznością takiego terminu, definicja „aktora” zawiera wszak nieusuwalną sprzeczność.
Ale to nie koniec kłopotów. Dzisiejsze sceny tłumnie zaludniają osoby, które zdają relacje z własnych, nie cudzych doświadczeń. Są świadkami własnych życiorysów. Nie odgrywają żadnych obcych sobie ról, nie wcielają się w role z dramatów. Także artyści zawodowi często przemieniają swoje występy w swoiste spowiedzi. Atutami tych artystów staje się „brudna mowa” (z brakami w dykcji) czy prywatny gest (bez żadnych znaczeń symbolicznych). Czy to są wciąż aktorzy?


Kim byli „szamani”, którzy w stanie odmiennej świadomości pokrywali skalne jaskinie wielkimi malowidłami 32 tysiące lat temu? Nie portretowali przecież zwierząt, jak współcześni malarze, ale w transie pozwalali zwierzętom wydobyć się ze środka skały. Skalna ściana była membraną, spoza której wyłaziły ku szamanom stworzenia. Szamani powtarzali akt stwórczy Macierzy-Ziemi. Przez fizyczny kontakt ze ścianą nabierali mocy drapieżników, bo ze ścian w Chauvet czy Lascaux wydobywały się niemal wyłącznie najgroźniejsze i najpotężniejsze zwierzaki. „Szamani nie malowali diety”, powtarza David Lewis-Williams, twórca hipotezy o związku architektury malowanych jaskiń ze odmiennymi stanami świadomości.

Kim byli średniowieczni rzemieślnicy, którzy wystawiali religijne inscenizacje na chwałę Boga, jako świadectwo swej głębokiej wiary? Przy okazji wystawną scenografią reklamowali własny cech. Pośród rzemieślników biorących udział całodziennych spektaklach na wozach podczas uroczystych obchodów Bożego Ciała w Yorku nie było zawodowych aktorów. Proponuję nazwać tych i podobnych im wykonawców terminem „performer”. W wykładzie zastanawiam się nad źródłami sztuki performera na kilku wymownych przykładach.

Zaczynam od sylwetki wybitnego performera z Atlanty, czarnoskórego Isma’ila ibn Connera (jego zdjęcie w białej masce i w kimono ozdabiało zaproszenie na wykład). Ten znakomicie zarabiający urzędnik firmy ubezpieczeniowej doznał tak silnego kryzysu wieku męskiego, że rzucił wszystko i zdecydował się na karierę artysty teatralnego, bez specjalnej wiedzy o samej instytucji teatru. Być może dlatego, choć jest dziś znakomitym aktorem, jednym z najlepszych w Atlancie, nie da się opisać jego bogatej działalności terminem „aktor”. Isma’il zaangażowany jest aktywnie w życie wspólnoty zamieszkującej okolice teatru 7 Stages, którego jest jednym z dyrektorów. Głównym wehikułem jego artystycznych działań jest mocna świadomość Inności i Obcości powodowanej przez czarny kolor jego skóry. Isma’il poprzez sztukę chce odmienić świadomość nie tylko białych, ale też czarnych Amerykanów. Rasizm w Atlancie nie zna bowiem koloru skóry.


Odmienne stany świadomości być może stały się źródłem znakomitego malarstwa w takich jaskiniach jak Chauvet. Duma zawodowa mogła być główną siłą napędową średniowiecznych rzemieślników wystawiających sztuki religijne. Lawrence M. Clopper dowodził niedawno, że teatr mógł się narodzić po raz drugi, w chrześcijańskim średniowieczu, tylko dlatego, że wszyscy główni ideolodzy kościelni tak bardzo zaangażowani byli w zwalczanie teatru pogańskiego, iż nie spostrzegli, że w łonie samego Kościoła inscenizowane były przedstawienia. Jak choćby sławne nawiedzenie Grobu Pańskiego podczas wielkanocnej Jutrzni.

Jeszcze inne były źródła sztuki performera w antycznej Grecji. Tam przypuszczalnie wszystko zaczęło się od tańca. A.P. David w fascynującym studium The Dance of the Muses (Oxford) twierdzi, że Homerowe heksametry były "muzyką do tańca". Antropolodzy i biolodzy zdają się potwierdzać takie hipotezy. Włoski neurobiolog Giacomo Rizzolatti dziesięć lat temu odkrył "neurony zwierciadlane". Najpierw u małp. Potem w płatach czołowych ludzi. Neurony te zachowują się identycznie, kiedy sami wykonujemy jakieś gesty i kiedy tylko patrzymy na kogoś, kto gestykuluje. Ostatnio brytyjscy uczeni ogłosili, że neurony zwierciadlane umożliwiają empatię, a zaburzenia w ich funkcjonowaniu odkryto u dzieci autystycznych. Dziś wielu naukowców – jak choćby nowozelandzki psycholog M.C. Corballis w książce From hand to mouth The origins of language(Princeton 2002) – wywodzi naszą mowę z gestów rąk właśnie.


Steven Mithen dowodził niedawno w książce The singing Neanderthals. The origins of music, lanugage, mind, and body (Harvard 2006), że nasze poczucie rytmu uwarunkowane jest biologicznie. A wszystko dlatego, że człowiek chodzi wyprostowany. Przed upadkiem chroni nas rytmiczna koordynacja wszystkich mięśni odpowiedzialnych za ruch. Tylko dlatego możemy chodzić i biegać, że cały nasz organizm pulsuje jednym nadrzędnym rytmem. Jesteśmy zatem z natury „tancerzami”. Współczesna cywilizacja kusi nas coraz częściej do trwania w wygodnym, acz martwym bezruchu. Wielką misję realizują zatem artyści, którzy z taką desperacją kultywują we własnych ciałach archaicznego tancerza. Mithen przytacza w swej książce także inne, równie fundamentalne badania. Jenny Saffran i Gregory Griepentrog doświadczalnie wykazali, że rodzimy się wszyscy ze słuchem absolutnym. To pomaga nam jednak tylko w pierwszej fazie nauki mówienia, później najczęściej przeszkadza. Tracimy zatem słuch absolutny wraz z nabywaniem kompetencji językowych. Ciało pamięta jednak nasze pierwotne doświadczanie świata. Żeby naprawdę ożywić w sobie archaiczny śpiew, trzeba zatańczyć.

24 lis 2006

Projekt fotograficzny "Dom". Spotkanie z Andrzejem Kramarzem i Weroniką Łodzińską-Dudą

Najbliższe spotkanie Wszechnicy poświęcone będzie, realizowanemu przez Weronikę Łodzińską i Andrzeja Kramarza, projektowi "Dom". Zapraszamy do odwiedzenia strony autorów: www.andrzejkramarz.com.





Projekt fotograficzny "Dom". Spotkanie z Andrzejem Kramarzem i Weroniką Łodzińską-Dudą
Wrocław, ul. Szewska 36, s. 208, godz. 18.30
13.12.2006 r.